Fantasy PBF osadzone w niewielkiej Polskie Wsi - Miały.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Idź być rudym gdzie indziej.

Go down 
AutorWiadomość
Rudy
Wróżka zębuszka
avatar

Liczba postów : 78
Join date : 08/07/2014

PisanieTemat: Idź być rudym gdzie indziej.   Wto Lip 08, 2014 2:55 pm


Dopisek odautorski: Jak ma być wieś, to będzie wieś. Wszystko sklecone w jedność, za co przepraszam. Powodzenia w przetrawieniu tego szajsu, Amen. Bóg z Tobą. q-q

- Witamy Państwa w naszym programie, w którym przedstawiamy nowych mieszańców naszej małej, ale jakże uroczej wsi! Dzisiaj zajdziemy do starej chaty, w której ostatnio pojawił się tajemniczy jegomość! – kamerzysta potyka się i kamera ląduje na tyłku nastoletniego prowadzącego. Chwila ciszy i znów można ujrzeć uroczy zapadnięty domek, na skraju lasu. Prowadzący człapie jakby miał krzywicę, czy coś, przez co wygląda to dosyć komicznie. W końcu jednak docierają do ogródka za domem gdzie widać średniego wzrostu mężczyznę z ręcznikiem na głowie, puchatym, kremowym szlafroku i kapciach z głowami królików.
- Em… Dzień dobry! Chcieliśmy z panem przeprowadzić wywiad! Jak pan się nazywa? – zaczął młodzieniec z szerokim uśmiechem na twarzy licząc na entuzjazm mężczyzny w szlafroku.
- Jaki, kuźwa, wywiad środowiskowy? Nie widzisz, że piorę gacie?! … I zgól ten koper, synu. – warknął facet, po czym wrócił do zaciętego prania bielizny. Siedział na pieńku drzewa obok, którego stała flaszka starej gorzałki, więc wyglądał nieco śmiesznie i wieśniacko.
- N-nie środowiskowy, nie jesteśmy z urzędu. – jęknął młody odsuwając się kilka kroków. Po chwili szepną to i owo do kamerzysty, który wyciągnął parę stówek, po czym podsunął je ku piorącemu mężczyźnie. Zielone oko jegomościa w szlafroku zlustrowało sumkę pieniędzy, po czym obrócił się, zgasił papieroska i schował pieniążki do kieszonki szlafroka. Odchrząknął donośnie, by po chwili założyć nonszalancko nogę na nogę, trącając przy tym pustą butelkę.
- Słucham? – zapytał ze szczerym, wielkim uśmiechem na twarzy. Prowadzący klasnął w dłonie i oparł się o zgniły płotek, wyciągnął zza pazuchy plik karteczek, szybko go przetasowując i wziął głęboki oddech.
- Jak się pan nazywa i czy ma pan jakiś pseudonim?
Mężczyzna przyjrzał się nastolatkowi i cmoknął z lekkim zażenowaniem. Liczył na jakieś ciekawsze pytanie na początek, no ale cóż…
- Nazywam się Fryderyk Fryderykowicz, przyjaciele mówią mi Rudy. Wiele osób kojarzy też mnie po pseudonimem Ojciec Pijo, nie wiem doprawy skąd oni wzięli taką beznadziejną ksywkę. – znacząco zerknął na pustą butelkę i zacmokał znowu – Natomiast w środowisku motocyklistów nazywa się mnie Gacek, wzięło się to od tego, że kiedyś miałem taki długi płaszcz, cały czarny i jak jechałem to wyglądałem trochę jak Batman, ale znajomi nie chcieli kopiować przezwiska od superbohatera, to zrobili ze mnie nowego! Gacek-men. Zajebiście, no nie? – sapnął Frydek i zastukał palcem w kolano, Bóg sam wie dlaczego. Prowadzący gapił się na mężczyznę wielkimi oczami, jakby pierwszy raz słyszał o Gacka-menie, a przecież to niemożliwe… prawda?
- Y-ym… tak. Cóż… to może przejdziemy do kolejnego pytania. Każdy chciałby wiedzieć skąd pan pochodzi i ile ma pan lat, więc? – nastolatek przełknął ślinę, a Pijo odchylił się lekko do tyłu wydając z siebie dźwięk jakby wiewiórki, albo innego gryzonia.
- Urodziłem się, rzecz jasna, w Polsce. Pech chciał, że matka zaczęła rodzić mnie w trasie na Bieszczadach, to trochę nie jestem w stanie powiedzieć w jakim dokładnie miejscu. Podobno urodziłem się z jedną ręką do przodu, wiesz tak jakbym był gotowy, żeby wylecieć jak strzała. Zabawne, zawsze byłem do przodu. Dziadek często powiadał „Nie bądź taki do przodu, bo ci dupy zabraknie”, no… i raz tak się spieszyłem na święcenia, że poślizgnąłem się na lodzie, zatarłem pośladkami o beton i faktyczni przez jakiś czas, można rzec, że nie miałem tyłu. Hehehe, wracając jednak do tego skąd pochodzę. Przez okres dzieciństwa mieszkałem w Sosnowcu, nie lubiłem innych bachorów, zawsze odstawałem od reszty. Bo co? Bo miałem marzenia? Bo jestem rudy? – cisza. Prowadzący przerażony ponownie przełknął ślinę, a kamerzysta jakby się oddalił nieznacznie. Frydek ściągnął z głowy turban, a po jego ramionach – niczym jakiejś rusałce, albo wróżce  – rozlały się długie, rude włosy.
- I mam 26 lat, daty urodzin nie podam, bo jeszcze, nie daj Boże, ktoś mi złoży życzenia. Nienawidzę stać jak słup i słuchać jak ktoś kłamie, to denerwujące. Jak od serca to niech mi kupi flachę i po kłopocie… wytniecie to prawda?
- Yyyy… tak, to chodźmy kolejnego pytania. Wie pan zapewne, że są tu różne rasy, i tym podobne… więc do jakiej grupy się pan tutaj zalicza, jakiej rasy, gdzie pan pracuje? Może jakaś specjalna ranga dla pana by pasowała? Jakieś poszerzone przedstawienie się? – Rudy zmarszczył brwi słysząc pytanie i rozsiadł się wygodnie na pieńku.
- Trujesz żopę, synu… Jestem człowiekiem z krwi i kości jak widać, innych ras się brzydzę, chyba że już sobie golnę. Hyhy, wprawdzie ja sobie cały czas golę z butli, ale to profilaktycznie, co by kac morderca mnie nie dopadł, rozumiesz? Rozumiesz. No… Pytałeś o grupę tutaj, tak? Teoretycznie można mnie zaliczyć do Egzorcystów, bo po święceniach jestem i tymi-tymi sprawami mogę się zająć… za parę groszy, co łaska, co łaska. Na ogół jestem bezrobotny, ale coś tam wpadnie, lubię prać ręcznie, to jak ktoś ze wsi się zgłosi to i coś wpadnie do kieszeni, gotować też potrafię, dziećmi się mogę zająć, konia zajeździć, pole zaorać, na polowanie iść, a potem dzika sprzedać. No jakoś żyję. Co do specjalnego tytułu… hm… Wróżka zębuszka! Jak mnie ktoś zdenerwuje to tak przywalić mogę, że wszystkie zęby straci, o tak!
Nastolatek odchrząknął i zerknął desperacko na plik karteczek, szybko przebiegł wzrokiem po pytaniach i wrócił do rudowłosego mężczyzny.
- Skoro zaczepiliśmy już o pranie, gotowanie, oranie pola, to co jeszcze pan potrafi? Jakie są pańskie umiejętności?
- Jak już mówiłem, pranie mam opanowane na najwyższym levelu, nie ufam żadnym pralkom, są niedokładne. Oprócz tego całkiem dobrze gotuję i piekę jak mam składniki, matka zawsze stawiała mnie przy garach, a ojciec brał siostrę do aut, ale co się dziwić ona taka wielka jak Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Właściwie to byłem jej popychadłem, ale te czasy minęły jak się wyprowadziłem i od tego czasu jej nie widziałem. Jak mówiłem, większość uczyła mnie matka stąd potrafię wcielić się w gospodynię domową pierwszej rangi. Do dzieci mam zdystansowane podejście, a one się lepią do mnie jak rzepy, cholera wie dlaczego – w sumie przez to przez jakiś czas pracowałem w jednej szkole ucząc religii, a potem etyki. Ostatecznie kuria odsunęła mnie od nauczania, bo podobno zbyt wyedukowałem młodzież i stali się niesubordynowani dla państwa, czy coś. Nie moja wina, że znam wszystkie kruczki w prawie.
Strzelam, nieskromnie mówiąc, wybornie. Cztery razy odniosłem zwycięstwo w polowaniach na czas, kiedy mieszkałem na Bawarii. Ah… Bawaria, piwko lejące się strumieniami, ale o tym później. Orać pole, jeździć konno i inne wiejskie sprawy też nauczyłem się na Bawarii kiedy przeprowadzałem egzorcyzmy na kilku kobietach w jednej z wiosek. Ciekawie było, nie ma co. Hm… oprócz tego całkiem dobrze radzę sobie w walce wręcz, silny jestem, oj silny. Oh! Na śmierć bym zapomniał, moją pasją jest jazda na motorach, co skutkuje tym, że świetnie sobie radzę na każdym rodzaju tego typu maszynerii. Gorzej z czterokołowcami, mam wtedy wrażenie, że nigdzie się nie zmieszczę, to chyba po części wynik mojej klaustrofobii. Lubię przestrzenie, duże przestrzenie, dlatego przeprowadziłem się na wieś, tutaj nic mnie praktycznie nie ogranicza oprócz podatków. Wiesz jakie są pewne dwie rzeczy w życiu? Śmierć i podatki, o tak. – Frydek wstał i rozprostował się, a jego kości strzeliły niemiłosiernie, przyprawiając i kamerzystę, i prowadzącego o gęsią skórkę. Paczka papierosów wyleciała w kieszeni szlafroka trafiają prosto do miski z praniem. Rudy jęknął coś pod nosem, wyciągnął mokrą paczkę i ruszył w kierunku domku, dając tym samym znak, aby dwójka nastolatków ruszyła za nim. Zabawny jest fakt, że mimo swoich dwudziestu sześciu lat Pijo był prawie równy z młodziakami. Natura obdarzyła go tylko metrem siedemdziesiąt, który ewidentnie mu nie pasował, przez co maskował to często glanami o wysokiej podeszwie.




Kiedy już wszyscy znaleźli się w starej kuchni, mającej mocno PRL-owski wygląd, Rudy wyciągnął z lodówki sok marchewkowy, niby świeżo przygotowany i rozlał go do trzech szklanek. Prowadzący nieśmiało skosztował dziwnie trzęsącego się napoju, przypominającego bardziej galaretkę. Jednak mimo wcześniejszych uprzedzeń całkiem mu posmakował pomarańczowy napój.
- Rozumiem, że mogę zadać już kolejne pytanie? – zagadnął nastolatek z koprem zamiast wąsów opierając się o parapet dosyć sporego okna. Pijo kiwnął przytakująco głową i ściągnął szlafrok ukazując, całkiem uroczą pidżamę w martwe zające.
- Każdy ma jakieś słabości, jakie są pańskie?
- Moje? Ło matko…  wiele ich jest, chociażby koty, no po prostu uwielbiam te puszyste kulki. Może wyglądam na wielkiego zbója i chuligana, ale dajcie mi kota, a zmienię się w dziecko… Hahahahaha. Nie, to taki żart. Nie trawię kotów. Zdecydowanie wolę na przykład ptaki. Zawsze chciałem mieć własnego orła, albo jastrzębia. Hu, hu, ale nie stać mnie na taką przyjemność, dlatego zadowoliłem się papugami, są w mojej sypiali, później wam pokażę.
Gdzieś tam już mówiłem, że mam klaustrofobię, totalny syf. Mam duszności jak myślę o ciasnym pomieszczeniu bez okien, dlatego nawet w mojej łazience mam okno na las, dosyć spore, stosuję je czasem jako lustro.
Jako moją słabostkę można też chyba uznać mundury, mam w domu całą kolekcję mundurów z drugiej wojny światowej, uwielbiam te od SS, wygląda się w nich jak taki typowy zły charakter. Także jeśli kiedyś przyjdzie mi walczyć z kimś w idealnie dopasowanym mundurze to się ugnę bo przecież nie zniszczę takiego idealnego ciuchu! Toż to podchodziłoby pod grzech, prawda? No właśnie.
Słyszeliście kiedyś o Achillesie? Na pewno, ja mam podobnie, w sumie nic mnie tak bardzo nie zaboli, ani nie uszkodzi jak cios w mostek, miałem kiedyś operację, bo po jednym egzorcyzmie tak mnie rzucało, że prawie zszedłem z tego świata. W każdym razie, miałem to wszystko łączone metalem i teraz mam bliznę w tamtym miejscu, ale nie pokażę bo… bo nie.
- A moglibyśmy usłyszeć historię o tym jak pan stracił oko? – Rudy krzywo spojrzał na prowadzącego, po czym zaśmiał się z lekka upiornie i pochylił się nad stołem wsadzając końcówki włosów w nieszczęsny sok marchewkowy.
- Ja go nie straciłem… ono wciąż tam jest, tylko głęboko. – uśmiech jak u kota z Alicji w Krainie Czarów powinien ukrócić każdą nić ciekawości na temat historii z okiem. Szczerze powiedziawszy, Frydek może się do tego nie przyznawać, ale boi się wspominać o tamtej przykrej sytuacji.
- U-um… przepraszam.
- No ja myślę.
- Dalej… my widzimy jak pan wygląda, ale nurtuje nas, jaki jest pan w środku, zdradzi pan zakamarki swojego charakteru? Taka ciekawa persona na pewno ma specyficzny charakter.
Rudy prychnął znacząco i rozsiadł się na krześle wlepiając zielone oko w przestarzały żyrandol. Szpiczasty nos wyglądał wręcz idealnie z profilu, odstające kości policzkowe wyłapywały naturalne światło z zewnątrz, a usta wykrzywione w pół uśmiechu, co jakiś czas drżały jak ręce u narkomana. Zdecydowanie ten facet mógł przyjąć ścieżkę fotomodela, ze swoją rzadko spotykaną urodą, uwieczniającą zadziorność pirata i szaleństwo demona, mimo to postanowił żyć na uboczu, bez zgiełku i nie potrzebnego harmideru wokół siebie. Karnacje ma niebywale jasną, porównywalną do wampira wręcz. Ciało również ma niczego sobie, umięśnione, wysportowane, z niewielką ilością tłuszczu. Zabawny jest fakt, że jako facet nie ma ani jednego pieprzyka na ciele, za to ma od choroby blizn, które często szpecą jego ogólny wygląd. Mimo wszystko, niejeden facet mógłby mu pozazdrościć tej budowy i twarzy, która mimo wszystko przyciąga spojrzenie. Choć wiele razy był mylony z chłopczycą, niż żeby brano go od razu za mężczyznę, ma troszkę androgenicznej urody, oj ma, ale tylko wtedy kiedy się nie uśmiecha.
W końcu wrócił wzrokiem na prowadzącego i wzruszył ramionami, po  czym założył włosy za ucho dzięki czemu, można było dostrzec lekko prześwitujący między pasmami tatuaż w kształcie krzyża pruskiego.
- Jestem szczery, to najważniejsze. Zawsze mówię co myślę i diabli mogą mnie porwać jeśli nie. Po co kłamać jeśli prawda z reguły jest gorsza i bardziej dobijająca? Nie, nie mam na myśli tego, że lubię załamywać ludzi i kopać leżących. Lubię natomiast obserwować ludzkie zachowania, kiedy postawi się ich w obliczu czystości, bez oszustwa, bez obłudy. Nie żebym był jakimś psychologiem, czy psychiatrą ale znam się trochę na ludzkim mózgu, na ludzkich odruchach i jestem w stanie wiele rozpoznać za pomocą mowy działa… ciała! Mowy ciała.
- Skoro mowa o ciele, widzimy, że ma pan tatuaż, może coś więcej na jego temat? Ma pan jakieś inne? – zapytał od dupy strony kamerzysta, co ewidentnie wkurzyło prowadzącego, a jeszcze bardziej Fryderyka. Zmarszczył brwi i wlepił wzrok we wścibskiego kamerzystę.
- Historia jest krótka. Pojechałem na Bawarię. Koniec. Czy mam inne tatuaże? Tak, na tyłku. Zadowolony? I nie, nie powiem co to jest, ani jak się to tam znalazło. Wracając do mojego charakteru… - chwila ciszy i powrót wzrokiem na prowadzącego - Mam też duże pokłady dobroci dla tych, którzy na to zasługują. Nie raz, nie dwa przeprowadzałem staruszki przez pasy lub pomagałem niepełnosprawnym, sęk w tym, że nie lubię młodzieży – tych wszystkich, którzy traktują życie zbyt powierzchownie, nie uczą się, nie szanują rodziców. Choć niedługo stąpam po tym padole, to sporo przeżyłem i zawsze solidnie wykonywałem powierzone mi zadania, uczyłem się, szanowałem rodziców, starszych, nauczycieli. Prosperowałem kiedyś na prawnika, albo nawet sędziego, skończyło się, że wylądowałem w klerze na święceniach, za moje dobre bycie ministrantem. Hah. Rudy ministrant, za to też mnie szykowano w szkole. Może przez przeszłość jestem tak często wredny… nie mam zielonego pojęcia.
Poza tym kiedyś mój terapeuta wspominał mi, że jestem cholerykiem. W pewnym sensie to prawda, bardzo szybko się denerwuję i doprawdy niewiele trzeba bym komuś ostro przyfanzolił. Czy kobietę uderzę? Hm… jeśli sama zacznie walkę to tak, ja nigdy nie uderzę kobiety pierwszy, kłóci się to z moimi zasadami. Ja wiem, niby taki „o matko, pijak i alkoholik”, ale szacunek to ja mam do kobiet, więc nie uderzę, nie i koniec.
- A tak a propos kobiet, miał pan kogoś, lub ma? – mężczyzna zmarszczył brwi i zaśmiał się dosyć nerwowo. Nie lubił kiedy pytała się go o takie rzecz, w końcu kiedyś – bo kiedyś – był widziany jako ksiądz w celibacie, a nie waleczny egzorcysta. Nie miał czasu na kobiety.
- Wolę pominąć ten temat. Mam dalej kończyć poprzednią wypowiedź?
- Nie, nie musi pan. Może teraz jakieś ciekawostki?
Rudy zacmokał z aprobata, po czym wstał i udał się do swojej sypialni. Kamerzysta i prowadzący podążyli za nim telepiąc kamerą na wszelkie możliwe strony. Telewizja lat 90, gdzie odbiornik ma tylko sołtys i ksiądz…
- Zacznijmy od moich dwóch papużek, są to Kakadu żółtodziobe. Ta po lewej to Rosja, a po prawej Ukraina. Rosja często atakuje Ukrainę, co jest nawet zabawne. Potrafią też tańczyć w rytm muzyki, najlepiej im to chyba wychodzi do takich metalowych kawałków, robią ze mną pogo. Rosja czasami tak bardzo wkręci się w to pogo, że potem jej tak zostaje nawet po wyłączeniu muzyki, wygląda jak paralityk. Hehe.
Kolejna ciekawostka… hm… Posługuję się kilkoma językami, w kolejności, które znam najlepiej to tak: polski, angielski, łacina, niemiecki i rosyjski. Próbuję się jeszcze douczać francuskiego, ale oni to wszystko inaczej piszą, czytają, a jeszcze co innego znaczy to samo, za stary jestem na nowe języki.
Dalej, jestem pedantem. Tak, nie śmiejcie się. Uwielbiam jak jest czysto, dlatego tutaj tak wszystko lśni, choć z zewnątrz nie wygląda ciekawie. Nie lubię chodzić też w brudnych ciuchach, dlatego po domu i przy pracach domowych jestem albo w pidżamie, albo w dresie. Osobiście nie przepadam za dresami, no ale co innego włożyć, jak tylko dres nadaje się do niszczenia.
No to teraz największa ciekawostka na świecie, gdzie studiował Frydek? Ano… w Warszawie. A na jakim kierunku? – Rudy wyciągnął z szuflady trzy dyplomy i zaczął czytać. – Patomorfologia, Historia Sztuki i Filozofia. Krótko mówiąc, jestem bez pracy. Nie próbuj mi teraz przerywać, mam jeszcze dwie ciekawostki. Otóż, kiedy byłym młody bardzo podobało mi się granie na ulicy, ale nie wiedziałem jaki instrument mógłby do mnie pasować, więc poszedłem po najmniejszej linii oporu i kupiłem trójkąt. Tak, dokładnie. Umiem grać na trójkącie, kiedyś próbowałem jeszcze cymbałek, ale średnio mi to wychodziło.
Ostatni ciekawostka dotyczy moich używek, zacząłem palić i pić w wieku dwudziestu trzech lat i tak mi zostało. To nie chodzi o to, że jestem uzależniony, bo mogę przestać kiedy tylko chcę, sęk w tym, że lubię kiedy ludzie myślą, że są w stanie mi pomóc, a ja mogę im dmuchnąć dymem w twarz i odejść z zadowoleniem.
- Wow… to był naprawdę ciekawy wywiad, ale jak słyszymy, zaraz będzie burza, a musimy wrócić do domu, co trochę nam zajmie, co by wykaraskać się z tego zadupia. No cóż. Dziękujemy, do zobaczenia na mszy świętej. Dobranoc.
Rudy pomachał odchodzącej dwójce i poszedł robić pranie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Albert
Gorący Pałarz
avatar

Liczba postów : 7
Join date : 03/07/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Idź być rudym gdzie indziej.   Wto Lip 08, 2014 4:59 pm

Świetna karta postaci! Po pierwsze oryginalna a po drugie ciekawie się czyta

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Idź być rudym gdzie indziej.
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Uwaga, nadchodzi Julian!
» Mieszkanie Adavieny, gdzie wtarabanił się Kaukaz
» Lokacje - czemu tam gdzie trawa jest bardziej zielona panują pustki?
» fontanna, gdzie kąpią się pijane laski
» Lucas McFayden - Theo James

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Typowa Polska Wieś :: Strefa Użytkownika :: Karty Postaci-
Skocz do: