Fantasy PBF osadzone w niewielkiej Polskie Wsi - Miały.
 
IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Siekiera Stefan

Go down 
AutorWiadomość
Siekiera
Z Warząchewki Polskiej
avatar

Liczba postów : 1
Join date : 02/07/2014

PisanieTemat: Siekiera Stefan   Sro Lip 02, 2014 9:54 pm

Godność: Stefan Arkadiusz Siekiera

Wiek: 33 lata

Płeć: Mężczyzna z krwi i kości.

Pochodzenie: Warząchewka Polska

- Steeeeeeeefan, chodź tutaj, Ziutek przyszedł! - ryknęła z kuchni Kaśka, Stefanowa żona.
Siekiera otworzył powoli zapuchnięte oczy i warknął coś pod nosem, co pewnie obrażało Ziutka i jego rodzinę trzy pokolenia wstecz. Co najmniej, bo o ile dobrze pamiętał, to jego ojciec był równie głupi, co i jego syn. A przynajmniej bardzo lubił sprawiać takie nieodparte wrażenie.
- Co ty, Ziut, chcesz? – wybełkotał Siekiera i znowu zamknął oczy. Ani myślał wstawać z powodu Ziutka! Przecież on z byle gówna robił sensację. Wiecznie tylko Stefan, Stefan, Stefan to, Stefan tamto, Stefan chodź, Stefan no weź, Stefan pomóż, Stefan daj spokój, Stefan i Stefan, sranie w banie i weź tego słuchaj w koło Macieja przez cały boży dzień. Ochujeć można! Jakby na zawołanie Ziutek wpadł do środka, szare dżinsy miał pobrudzone gnojem – pewnie z obory wracał – a na głowie czarną czapę. Machnął tylko ręką na jęczącą w kuchni Katarzynę, że słomy naniósł do domu.
- Stefek, cholera, wprowadzili pieprzony stan wojenny, teraz to nie ma chuja, Polska padnie, ruscy jebani koło granicy niby stoją! Słyszałem w radiu, jak doiłem krowę. Zobaczysz, teraz to dopiero nam się wszystkim do dup dobiorą. I tobie, i mnie, i Buliczowej, no wszystkim! Ja ci mówię, Stefek, teraz to wszystko się zmieni…
Siekiera podniósł się powoli na łokciach i zmrużył oczy. Gazeta, którą czytał przed drzemką, zsunęła się z jego piersi i spadła na podłogę.
- No to świetnie, teraz to już tylko zachód zostaje – burknął. Też coś, zachciało się zabaw z tym cholernym ZSRR-em. Stefan wiedział dużo na jego temat, a przynajmniej tyle, ile uważał za słuszne i był pewien, że to wcale nie będzie tak piękne, jak niby miało być. Czekać tylko, aż ludzie zaczną z głodu zdychać.
- A, głupoty gadasz. Zachód ma dużo pieniędzy, pomoże.
- Kryzys przyjdzie, Ziutek, kryzys. Papież umrze i się zacznie.
- A weź to wypluj!
I Ziutek wyszedł, zakładając na schodach gumofilce. Pewnie zamierzał wrócić do roboty, sam Siekiera też powinien. Westchnął i podniósł się z trzeszczącej kanapy. Zrzucił ze stóp kapcie i poszedł do sieni. Podniósł z krzesła filcową, czerwoną koszulę w czarne kraty i założył ją na siebie, podwijając rękawy do łokci. Wciągnął na nogi kalosze i wyszedł z domu, prosto na podwórko.
Stefan Siekiera reprezentował sobą prawdziwego Polaka, takiego z krwi i kości, rolnika z dziada pradziada. Nigdy nie wystawiał za bardzo nosa poza Warząchewkę - nie licząc tych nieszczęsnych studiów - chyba że trzeba było po weterynarza albo do jakiegoś większego sklepu. Wtedy wyprowadzał z garażu starą hondę i jechał, o ile kartki na paliwo były. Nie interesował się literaturą, czytał okazjonalnie, był człowiekiem prostym i do bólu racjonalnym, nie miał w głowie bajek, a jego największym chyba marzeniem było odłożenie odpowiedniej sumy na starość, żeby nie musieć głodować z tej psiej renty z ZUS-u. Ale wiadomo, jak to z pieniędzmi bywa: szybko się rozchodzą. A tu oprysk, a tu się ciągnik zepsuje, paszę dla zwierząt trzeba, węgiel na zimę kupić, drewno, ubrania dla dziecka, książki, a weź takiego do szkoły wypraw… ech, normalne problemy, całkowicie normalnego człowieka.

Orientacja: Zdecydowanie heteroseksualny osobnik.

Rasa: Człowiek

Ranga: Z Warząchewki Polskiej

- Panie Siekiera... pędzenie bimbru jest nielegalne, no nie wolno. To więzieniem jest karane, rok nawet można dostać za to…
- Weź Władek siadaj, a nie stoisz. Jakby twój ojciec cię teraz zobaczył, to by skórę ci złoił – odparł na to sam Siekiera i wlał do pustej szklanki samogonu z plastikowej butelki. Wskazał głową krzesło młodemu stróżowi prawa, świeżo upieczonemu. – No siadaj, napij się, cały dzień tylko łazisz w tym mundurku, nie jest ci gorąco?
- Panie Siekiera! T-to jest wykroczenie, jestem  na służbie nie przystoi! A-ale… - Włodzimierz Strzała urwał na chwilę i przełknął głośno ślinę, patrząc na ogorzałą od wiatru i słońca twarz Stefana Siekiery. – Ale… że nie przyłapałem pana, to skończy się na upomnieniu. Niech to będzie ostatni już raz!
Stefan roześmiał się tylko głośno i sam napił się bimbru ze swojej szklanki. Skrzywił się i przetarł dłonią usta.
- Ach ty, Władek, Władek… prędzej tu w naszej szkole dach wyremontują, niż ty mnie do pierdla za ten bimber wsadzisz.


Zawód: Rolnik, hydraulik, budowlaniec... złota rączka!

Umiejętności:
- obsługa maszyn rolniczych,
- wędkowanie (bo to trzeba lubić, żeby umieć. No i umieć, żeby lubić)
- kwalifikowany hydraulik (teraz już kwalifikowany. Po szkoleniu)
- dłubanie ogólne przy maszynach maści wszelakiej (facet takie rzeczy winien umieć z czystej, cholera, przyzwoitości!),
- gotowanie! (co to za facet, który sam sobie kotletów zrobić nie umie i ziemniaków ugotować?);
- jakby się wysilił i sobie coś przypomniał, to by mógł się w chemika bawić.

Zadzwonił telefon. Stefan odłożył na chwilę packę do przewracania kotletów na bok, wytarł ręce o zielony fartuch kuchenny i podszedł do stacjonarnego telefonu. Odebrał.
- Siekiera przy telefonie – oznajmił.
- Stefan, tu Kaśka – mina mężczyzny od razu jakby zbladła. Przysunął sobie stopą stołek i usiadł na nim, opierając łokieć o blat. Palcami przetarł czoło i zatrzymał dłoń u nasady nosa.
- No? – spytał spokojnie, bardzo nawet, mimo że miał wielką ochotę odłożyć słuchawkę. Wiadomo, kontakt z żoną to jednak sprawa bardzo trudna i poważna. Zwłaszcza z taką żoną, która jest już byłą żoną i zdradzała cię przez dziesięć lat waszego jedenastoletniego małżeństwa, a na koniec odeszła i zostawiła na stole kartkę z napisem „Odchodzę”. Nic więcej, żadnych wyjaśnień, adresu, nic. Spakowała siebie i dziecko, wsiadła w samochód i pojechała. Żona cud.
- Przyjechałbyś po Piotrka? Znaczy… - urwała na chwilę i odchrząknęła. – Jeśli masz czym, bo ja mogę go przywieźć. Chciał do ciebie, mówił.
Siekiera przewrócił oczami. Jasne, pewnie jechała z tym swoim gachem gdzieś i nie miała co z dzieckiem zrobić. Normalnie za nic w świecie by go nie zostawiła, już jaki miała problem, jak Stefan chciał się z synem zobaczyć w czasie weekendu czy zabrać go na ryby czy gdziekolwiek indziej. Bo się musi uczyć, bo zajęcia z angielskiego, a korepetycje, bo chór… na Boga, przecież dzieciak miał dziesięć lat! Wielka się, cholera, dama znalazła, bo mieszka we Włocławku! Też coś!
- Przyjadę. W piątek, tak? Mogę go ze szkoły zabrać od razu, tylko byś mi dała jakichś jego ubrań w torbie i…
- Nie, nie, jutro. Możesz, Stefan? – głos byłej żony nagle nabrał stanowczego tonu. Ach, jakże to powiało tymi cudnymi latami, gdy byli jeszcze małżeństwem!
- Jutro jest wtorek, a on ma szkołę. Tydzień nie pójdzie? –
burknął Siekiera i uniósł brwi. Co za babsko, a żeby ją zaraza wzięła. W takich normalnych dniach, to nie ma mowy, chłopak musi się uczyć po weekendach. Nie może ojca odwiedzić, zajęcia ma. Interesowna ta jego żona. Zawsze jak jej coś trzeba było…
- Podziębiony jest – syknęła tak jadowicie, że można było złapać ten jad w butelkę. – Tak czy nie? To go podrzucę do matki, nie będę…
- Nie musisz mnie prosić. Przyjadę – mruknął. Trudno. Głupio byłoby nie skorzystać z okazji wyrwania syna z jej szponów, nawet na te kilka dni.
- Kończy lekcje o trzynastej, przyjedź wcześniej po torbę!
Rozłączyła się, nim Stefan zdążył mruknąć „yhym”. Od razu inna kobieta, jeśli tylko jej się nie odmawiało i robiło wszystko tak, jak chciała. Kochana, miła i wspaniała. Uosobienie ideału żony. Teoretycznie. Siekiera siedział tak jeszcze przez chwilę, patrząc bez wyrazu przed siebie, lecz otrząsnął się z tego letargu, gdy poczuł swąd palonych kotletów.

Aspekt:
Mężczyzna niemalże w kwiecie wieku. Wysoki, postawny i dobrze zbudowany, bo praca fizyczna przez te kilkanaście lat swoje zrobiła. Skórę ma wiecznie opaloną od słońca i wiatru, a na czole, tuż nad lewą brwią cienką i małą bliznę, która jest pamiątką po tym, jak kiedyś spadł z drzewa. Siekiera ma szeroką szczękę i mocno zarysowane kości policzkowe, na których bardzo szybko pojawia się zarost – z którym regularnie walczy i goli się każdego ranka. Nos to ma zgarbiony trochę i jakby złamany (bo złamany faktycznie był, ale to dawno temu, gdy był jeszcze „młody i głupi”). Usta cienkie, często mocno zaciśnięte, gdy powstrzymuje się przed wygłoszeniem czegoś bardzo nie na miejscu. Wyglądem to się jakoś specjalnie nie wyróżnia, lecz jest, tak po prostu, męski. Patrzy na świat dookoła tymi racjonalnymi do bólu, piwnymi ślepiami i często je mruży, jeśli chce dojrzeć coś, co jest dalej – ma lekką wadę wzroku, lecz jakoś nigdy nie miał  ochoty iść do okulisty, czy nosić okulary, bo to będzie przecież robił na starość! Głowę pana Siekiery zdobi też czarna, krótka czupryna – strzyże te włosy, bo są takie szorstkie i szczeciniaste, a jak urosłyby trochę bardziej, to zaraz byłby wielki problem z nimi.
Jak na wysokiego chłopa przystało – ma duże stopy. I dłonie, na których jest całkiem pokaźna kolekcja blizn, które uzbierały się od pracy i nieoszczędzania swojego organizmu. Bo i po co? To ten typ, który żadnej pracy się nie boi, nawet jeśli miałaby być całkiem niebezpieczna. W końcu bólu się bać nie można. Stefan obgryza też paznokcie – o zgrozo – przez to są wiecznie krótkie i tak bardzo poniszczone, że każda kosmetyczka by nad nimi zapłakała, mimo że płytki ma naturalnie długie i ładne.
Co jeszcze można o nim powiedzieć? O, często chodzi taki z lekka zgarbiony. Głowa pochylona, wzrok często wbity w ziemię, ręce w kieszeni. Jeśli dorzuci się do tego to wiecznie ponure spojrzenie, które nie rozjaśnia się nawet w razie uśmiechu, ma się obraz takiego wielkiego flegmatyka. Nie imponuje szczególnie mocno swoim wyglądem zewnętrznym – choć budową na pewno. O, i głos ma niski, chrapliwy nieco, raczej niezachęcający za bardzo do rozmowy.

Zarzucił wędkę, siedząc na pomoście. Stopy miał zanurzone w chłodnym stawie, a obok niego siedział dziesięcioletni chłopiec bardzo do Siekiery podobny. Miał taki sam trochę zgarbiony nos, identyczne czarne i szczeciniaste włosy, nawet piwne oczy miał takie same! Szkoda tylko, że charakter matki…
- Tata, czemu mama mnie nie zabrała? – spytał żałośnie Piotrek, czym zasłużył sobie na spojrzenie ojca. Co prawda tylko kątem oka, ale zawsze.
- A nie wiem – odpowiedział, powstrzymując się przed dodaniem „i chuj jej w oczy za to”. Sama pojechała na jakieś wakacje do Grecji, a dziecko podrzuciła jemu. Trochę jak niechcianego psa.
- Chciałem jechać z nią, ale kazała mi przyjechać do ciebie –
westchnął chłopiec i zamachał lekko nogami. – Bo ja bym wolał z nią…
Och, to zabolało jak szpilka wbita prosto w oko, lecz Siekiera nawet nie drgnął, nie dał po sobie poznać, że cholernie wręcz zabolał go fakt, że własny syn nie miał ochoty do niego przyjechać. Matka mu kazała, bo nie miała innego miejsca, w którym mogłaby go zostawić. Dawniej Piotrek lubił odwiedzać ojca, kiedy był młodszy. Lubił też wieś i wszystko, co z nią związane. Kiedy Kaśka się wyprowadziła, zabierając go ze sobą do miasta, to jakoś tak… zdziczał. Na podwórko wychodził tylko wtedy, kiedy musiał, nawet nie zbliżał się innych zwierząt niż psów i kotów, całymi dniami siedział przed laptopem i jęczał, ilekroć ojciec chciał zabrać go na spacer do lasu czy podjechać nad jezioro na ryby. Jak dzisiaj.
Kochał syna i tak całkowicie po ludzku było mu przykro, że dziecko nie chce spędzać z nim czasu i tracą ze sobą kontakt. To chyba normalne, przynajmniej dla normalnych rodziców.

Słabości:
- na pewno słabość do kobiet, w pobliżu kobiety zazwyczaj język mu łagodnieje i w ogóle staje się niemalże prawdziwym dżentelmenem,
- bezsenność; chodzi wiecznie niewyspany i tyle, ot co,
- palacz.

- Jak to wyjechała? Co to, do jasnej kurwy, w ogóle znaczy? A Piotrek? Gdzie on jest? Chyba go nie zabrała. – Krótka pauza. – Zabrała? To jest też moje dziecko! Przecież…! – Po drugiej stronie ktoś mówił coś gorączkowo. – Co z tego, że trzy lata, jak jej przyznali opiekę! Żadnych praw do syna nie straciłem! To porwanie, na kurwę, ja… - urwał, znowu wsłuchując się w głos z telefonu. Westchnął głośno i nie mówiąc niczego więcej, odłożył słuchawkę. Chyba nie miał ochoty nikogo już słuchać, ani żadnego „no trudno”. Przetarł twarz dłońmi i zagapił się w podłogę. Przez kilka minut siedział w tej ciszy, nerwowo obgryzając paznokcie, gdy rozległo się pukanie. Do środka wszedł Ziutek Malinowski.
- A wiesz, że nowy dach na podstawówce kładą?


Inne:
- studiował chemię na Uniwersytecie Jagiellońskim, lecz po śmierci ojca wrócił do Warząchewki, by zająć się matką;
- jego była żona wyjechała do Anglii i zabrała ze sobą syna;
- Siekiera wyjechał z Warząchewki dwa lata po wyjeździe żony, sprzedał wszystko co tam dało się sprzedać i wyniósł, żeby jakoś na nowo życie ułożyć,
- czasami lubi sobie poczytać jakieś prace naukowe albo książki science-fiction;
- kiedyś, gdy naprawiał kanalizację w szkole, bo hydraulik nie mógł dojechać do Warząchewki z Włocławka, udało mu się ją zepsuć i zalało cały budynek;
- lubi mówić "wymyślasz, jak Buliczowa, gdy kapliczkę w ogródku stawiała".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin
Admin
avatar

Liczba postów : 23
Join date : 01/07/2014

PisanieTemat: Re: Siekiera Stefan   Sro Lip 02, 2014 10:10 pm

Jestem zachwycona! : D
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://typowapolska.forumpolish.com
 
Siekiera Stefan
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Typowa Polska Wieś :: Strefa Użytkownika :: Karty Postaci-
Skocz do: